„Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki.”

5 dni po terminie i rzeź na Izbie Przyjęć.

2014-05-27 19:17:54, komentarzy: 4

To co mnie spotkało na Izbie Przyjęć w poniedziałek przechodzi ludzkie pojęcie. W zasadzie kobiety które jeszcze nie rodziły w ogóle nie powinny czytać tego co opiszę.

 

W poniedziałek byłam 4 dni po terminie. Najpierw miałam KTG - wszystko fajnie. Potem poszłam do lekarza. Na wstępie lekarka powiadomiła mnie, że po terminie porodu badanie na fotelu wygląda nieco inaczej... Przede wszystkim jest bardziej nieprzyjemne, bo nie ma już zagrożnia przedwczesnym porodem i lekarz musi zbadać szyjkę - co jest bolesne i nieprzyjmne. W praktyce bolało to jak diabli a po moim wstaniu z fotela okazało się, że cały fotel jest we krwi, ze mnie kapało jak z kranu na podłogę i cały gabinet wyglądał jak z jakiegoś horroru - nie mniej lekarka utrzymywała, że wszystko jest ok. Moja spódnica też okazała się zakrwawiona. Dała mi podpaskę. Najpierw jedną, potem drugą i tak co kilka minut zmieniała mi podpaskę i oglądała czy dalej się ze mnie leje. Stanęło na 5 podpaskach w ciągu 10 minut. Podpaski całe w jasnoczerwonej krwi jakby mi co najmniej tętnice rozwaliła. Po 20 minutach faktycznie krwawienie zaczęło ustępować a lekarka umyła sobie podłogę i pomogła mi w zapraniu spódnicy. Mam wrażenie, że pomogła mi tylko dlatego, żebym taka zakrwawiona z gabinetu nie wyszła, bo inne pacjentki mogłyby dać spod jej gabinetu nogę.

Ja o niczym tak nie marzyłam jak o powrocie do domu z tej rzeźni. Po wszystkim wyszłam z gabinetu w takim szoku, że odechciało mi się i rodzenia i wszelkich szpitali. Nawet już zaczęłam planować, że jak zacznę rodzić to po prostu w domu zamknę sie w łazience i sobie urodzę. Sama, bez pchania paluchów w moją szyjkę macicy. 

 

Werdykt był taki, że szyjka w ogóle nie jest gotowa do porodu. Za to dziecko tak. I że teraz to ja mam się postarać o to, żeby w ogóle do porodu doszło. No fantastycznie. To może mam wziąć nóż i sama się pochlastać?! Zrobiłabym to gdybym mogła.

 

Jakie zalecenia? Po zalaniu krwią całego gabinetu kazała mi uprawiać dużo seksu. No tak. Leje się z człowieka jak z kranu, wszystko boli po tym "badaniu" a ona każe mi uprawiać seks! Płakać mi się po tym wszystkim chciało! Czułam się jak zgwałcona, jak jakaś świnia wydana na rzeź i w ogóle żałowałam, że pojechałam na te badana. Nie mówiąc o totalnym dole, bo dała mi do zrozumienia, że to oczywiście wszystko moja wina, że jeszcze nie urodziłam! 

Jako mała dziewczynka widziałam poród krowy i mam wrażenie, że weterynarz lepiej tą krowę traktował niż ta lekarka mnie.

 

Mąż po tym latał przy mnie cały dzień. Na głowie stawał, żebym jakoś zapomniała o tej rzezi. W ogóle nie byłam w stanie myśleć o dziecku. Jak wcześniej rozczulał mnie widok dziecięcych rzeczy czy wózka tak musiałam zamknąć pokój dziecięcy i w ogóle nic mnie to wszystko nie obchodziło. Dalej nie wiem czy nie powinnam pójść do jakiegoś psychiatry...

 

Wieczorem zrobiłam sobie kąpiel. Miałam już w dupie czy wody mi odejdą w wannie czy nie. Wcześneij z tego powodu bałam się kąpać i jedyne co wchodziła w grę to szybki prysznic. Trochę po tym poprawił mi się humor nie mniej pod koniec kąpieli faktycznie miałam wrażenie, że coś ze mnie wypłynęło, ale telefon do położnej rozwiał wątpliwości - mówiła, że odejście wód to nie kranik, który można zakręcić tylko że ciągle by się lały. Na seks tego wieczora nie miałam kompletnie chęci ani ochoty. Jedyne co to zmusiłam się, żeby oeparol sobie wsadzić w pochwę i poszłam spać.

 

Rano mąż zrobił śniadanie (dalej lata koło mnie strasznie, bo mu mnie szkoda z powodu tej sytuacji u lekarza) a potem namówił mnie na seks. Chwilę po tym poleżałam i poszłam do wc. A tam plusk - gapię się i sama nie mogłam uwierzyć - w końcu odszedł i wypadł mi czop śluzowy. Znów zaczęłam w siebie wierzyć. Może jednak uda mi się w końcu urodzić dziecko.

 

Niestety jutro znów mam się pojawić na tej izbie... Nie wiem czy za każdym razem będę musiała przechodzić to badanie na fotelu... Ale tym razem do badania ściągnę spódnicę, wezmę majtki na zmianę i paczkę podpasek. Mąż w ogóle mówi, żebym absolutnie nie zgadzała się więcej na to badanie, ale sama już nie wiem... Może jednak tak trzeba. Niby lekarka mówiła, że to rutynowe badanie u każdej kobiety po terminie porodu...

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Marta 12:44, 29 maja 2014

    Matko Święta. Co za lekarka! Nie możesz iść do innej? Ale ponoć jak ten czop odpadnie to w sumie w każdej chwili możesz urodzić. Trzymam kciuki! A wcześniej z szyjką macicy było oki przy badaniach?

    Odpowiedz
  • Rivulet 22:08, 30 maja 2014

    Oj to już pewnie jesteś po :) A ja w tym młynie nie miałam czasu tu zaglądać do Ciebie, myślałam że już na notkę pourodzeniową trafię. Mam nadzieję, że wszystko ok :*

    Odpowiedz
  • li-ttle 15:47, 4 czerwca 2014

    Ja pie*..... w ogóle do dzisiaj nie ogarniam tego jak lekarze bagatelizują "ciąże po terminie".. tym bardziej ze nie wiadomo jaki jest stan łożyska, wód płodowych i pępowiny, aby dziecko było dobrze dotlenione (no chyba że takie badanie i Tobie zrobili...)
    Mam nadzieje że jesteś już po porodzie :*
    Daj znac co i jak

    Odpowiedz
  • Marta 15:22, 7 czerwca 2014

    Nie, no. Teraz kolejny wpis na pewno będzie już po. ^^ Czekamy...

    Odpowiedz
Rocznik '89
Fizjoterapeutka/Masażystka

W rolach głównych:
Mąż Martin
Synek Mimi
Kalendarzyk ciąży:

  • Michał
  • 13 września 2013 - Test ciążowy pokazał dwie kreski.
  • 13 grudnia 2013 - Pierwsze wyczuwalne ruchy dziecka (17 tc.)
  • 15 stycznia 2014 - Dowiedzieliśmy się, że to chłopiec!
  • 30 maja 2014 - urodził się Michaś

  • Drugie dziecko
  • 26 kwietnia 2016 - Test ciążowy pokazał dwie kreski
Własna strona www za darmo - sprawdź