„Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki.”

A czas leci...

2014-10-01 16:48:41, komentarzy: 16

Kiedyś myślałam, że wszystkie dzieci są takie same. Dziecko to dziecko. Je, śpi, robi kupę i siku. Nic bardziej mylnego. Odkąd mam własne dziecko i zaczęłam przyglądać się też innym dzieciom zauważyłam, że każde dziecko już od urodzenia ma swój mały, indywidualny charakterek.

 

Nam Michaś trafił się taki trochę przeciętniak. Byliśmy przeszczęśliwi, że lubi jeździć samochodem i w gondolce. Niestety szybko niechcący to popsuliśmy dając mu bujaczek... Odtąd w foteliku samochodowym był krzyk, że się nie buja. Teraz jest już trochę lepiej. 

Poza tym bujaczek już ledwo daje radę, bo Michaś ma nieprzeciętny apetet i kiedy skończył 4 miesiące ważył już niemal 8,5 kg. To też jest problem... Bowiem karmię go non stop co godzinę - dwie.... W nocy też. Dużo lepiej było jak był mniejszy. Czasem dawał mi pospać 6 godzin. Teraz nic z tego. W nocy potrafi jeść nawet częściej jak w dzień.... Dlatego też znów dziecko śpi ze mną. Nie daje rady tak często go karmić w nocy, ale pediatra zalecała nam zacząć rozszerzać mu dietę, bo mówiła, że się wykończę. A i istotnie. Tym bardziej, że po takiej nocy znów jestem cały dzień sama, bo mój mąż wychodzi o 7.30 z domu a wraca o 22.  

W końcu okazało się, ze jest sposób na naszego szkraba. Otóż jak rzuca się w nocy to przekładam go na brzuch i w tej pozycji daje radę pospać jeszcze nawet 2 godziny. Tylko, że dziś czytałam, że dziecko 4 miesięczne absolutnie nie powinno spać na brzuchu. Co prawda nie znalazłam informacji dlaczego jest to tak niezalecane, ale jeśli to prawda to nie wiem... Albo zaczną mnie wszyscy odwiedzać w psychiatryku, albo na cmentarzu...

 

Inną charakterystyczną cechą Michałka jest jego niechęć do mokrych pieluch. Nie ważne jakie ma pieluszki, Pampers, Dada, czy jakieś Rossmanowskie - wystarczy, że raz siknie i już pisk jakby go ze skóry obdzierali. Dlatego też używamy najtańszych, bo i po co przepłacać... 

 

No i w końcu zdecydowałam się na szczepienia... Długo się zastanawiałam czy już iść czy nie tym bardziej, że urodził się maluch ledwo żywy. Lekarze mówili, że można, ale o obcych dzieciach to łatwo tak mówić. Gdyby to było ich dziecko kto wie czy też by nie czekali? Tyle się teraz mówi o tych szczepieniach... I szczerze wkurzają mnie skutki uboczne szczepień. Dwie noce gorączka 38 stopni u dziecka i co któraś kupa tak rzadka, że aż się z pieluszki bokami wylewa...  W Japonii nie szczepi się niemowląt i jakoś żyją, a są jednym z krajów, gdzie Nagła Śmierć Łóżeczkowa praktycznie nie istnieje. Być może przypadek, a może nie.

 

Między mną a mężem jest źle. Denerwuje mnie strasznie, że jest tak dumny ze swojej pracy i swojego systemu zmianowego. Nie mam nic przeciwko, że czerpie przyjemność z praktycznie 14 godzinnej dziennej pracy, ale wkurwia mnie niemiłosiernie jak mówi, że za jakiś rok - dwa chce mieć drugie dziecko. Odpowiadam mu, że póki nie zacznie jak człowiek pracować po 8 h dziennie i wracać o 16, żeby choć trochę mi pomóc (bo jestem tu sama, żadnej rodziny) to o drugim dziecku nie ma mowy. Ledwo teraz mam kiedy skoczyć pod szybki prysznic a o zakupach często mogę zapomnieć jak dziecko zacznie wrzeszczeć w Carrefourze i ani myśli czekać aż zapłacę za zakupy... Żeby chociaż smoczek chciał pocuchać! A o smoczku mowy nie ma. Cztery już ma. Wszystkie możliwe końcówki i nic z tego. Albo ja się nie nadaję na matkę, albo nie wiem... Mój mąż to czasem mam wrażenie, że myśli, że ja tu jak na wakacjach siedzę przed telewizorem cały dzień i się nudzę, a tu nie raz jak się Michałkowi zły dzień załączy to nawet nie ma kiedy kupy zrobić.

 

Chciałabym, żeby Michaś miał już tak z 5 lat...

 

Bardzo go kocham. Oczywiście, że go kocham. I chyba tylko to daje mi siłę.

 

 

 

czytaj więcej »

Powinien mieć na imię Feliks, co znaczy - Szczęściarz.

2014-06-08 18:02:50, komentarzy: 12

 

Najpierw chciałam opisać tutaj cały poród, ale potem komputer się popsuł i cały szkic szlag trafił. Może to i lepiej. Nie wiem czy jest choć cień szansy, że kiedykolwiek zapomnę jak mój poród wyglądał, a po co straszyć innych? Po krótce mogę napisać, że chciałam rodzić bardzo naturalnie, bez żadnych wspomagaczy, a stanęło na tym, że miałam rozkurczający zastrzyk w pupę, żel na rozwarcie szyjki macicy, oksytocynę, przebite wody płodowy, cztery znieczulenia (po 13 i 16 godzinie porodu oraz do nacięcia i szycia krocza) i w końcu poród zakończony zabigeowo przy użyciu kleszczy położnicych.

 

Wszystko to miało miejsce 30 maja.

 

Cały poród trwał około 21 godzin. Już w połowie miałam dość i za nic nie rozumiem jak mogło do tego wszyskiego dojść w XXI wieku... Wybrałam jeden z najlepszych szpiali w Polsce i ufałam bardzo personelowi tam pracującemu a mimo to doprowadzili do niedotlenienia mojego dziecka - czyli czegoś czego bałam się najbardziej. Cała ciąża przebiegała książkowo i tylko poród - jakiś głupi poród być może spieprzył zdrowie mojego dziecka. W ciąży nie chciałam słuchać koleżanek, które mówiły, żeby wziąć kredyt i rodzić przez cesarkę prywatnie. A dlaczego? Głównie dlatego, że po cesarce dłużej dochodzi się do siebie, że to poważna operacja. A gdzie w tym wszystkim dziecko?! Jak mogłam postąpić tak lekkomyślnie?! Nie wiem czy kiedykolwiek sobie to daruje, że moje maleństwo może nie rozwijać się przeze mnie prawidłowo. Próbowałam go rodzić, ale nie dałam rady i wtedy powinna paść decyzja o cesarce, której nie było. Kazali mi rodzić i rodzić! Ciągle byłam podpięta z jednej strony pod ktg z drugiej pod oksytocynę i uważali, że piewszy poród musi tak wyglądać. Byłam wykończona a ból nie miał końca. Kiedy usłyszałam o kleszczach odetchnęłam z ulgą, ale nie miałam pojęcia, że ma to związek z zanikiem tętna u dziecka. Męża wyprosiłam już przy partych, bo rwał sobie włosy z głowy a teraz mówi, że mój krzyk przy wyciąganiu dziecka kleszczami słyszeć musiał cały szpital i że nigdy tego krzyku nie zapomni. 

 

Ale ja nie o bólu. Ja dla takiego Michałka i osiem takich porodów bym zniosła. Chodzi mi tylko o to, żeby był zdrowy. Po wyciągnięciu go położyli mi go na brzuchu na dosłownie 2 sekudny i zabrali. Wydawał mi się ogromny. Nie usłyszałam niczego w stylu : Gratulacje, to chłopiec! Zamiast tego usłyszałam "Patrzcie na pępowinę". Okazało się, że przyczyną niedotlenienia był węzeł prawdziwy. Najnormalniejsza w świecie pętla na pępowinie, którą dziecko musiało zrobić gdzieś w połowie ciąży. Powiedzieli mi, że to na prawdę wielkie szczęście, że dożył porodu, bo zwykle takie sytuacje kończą się tragicznie.

 

W amoku gadałam, żeby mąż był z dzieckiem i że chcielimśmy pobrać komórki macierzyste. Komórki poszły w odstawkę, bo trzeba było ratować i mnie i dziecko. Musiałam raz dwa urodzić łożysko bo mocno krwawiłam, ale to poszło dość gładko i mogli zacząć mnie zszywać. Ze względu na mocne krwawienie nie mogli czekać 10 minut, aż znieczulenie zacznie działać, więc zaczęli szyć po jakiś 3 minutrach. Szczerze powiedziawszy po tym wszystkim było mi już wszystko jedno. Założyli mi ponad 30 szwów. Nie tylko na zewnątrz na skórze ale i wewnątrz. Podczas szycia przyleciała pediatra i gadała coś o jakiś szczepieniach - wysłałam ją do męża. 

 

Dziecko zaraz po porodzie dostało tylko 5 punktów w skali Apgar. I to jest przyczyna moich trosk i łez. Potem było 7 punktów i 8, 8. Przez 14 h był na patologii noworodków pod lampami. Ciężko mi było zasnąć na sali, gdzie każda kobieta miała obok łóżka dziecko a ja nie. Zastanawiałam się co sobie myślą - może, że urodziłam martwe dziecko i trzeba mi współczuć? Na noc dostałam czopek przeciwbólowy i naćpana tymi wszystkimi znieczuleniami poszłam spać.

 

Dalej kiedy myślę o tym co to biedne dziecko musiało przeżyć zbiera mi się na płacz. Zacisnęło mu się na główce jakieś zimne żelastwo i wyciągnęło go na ten świat. Michaś ma wzmożony odruch moro i drgawki z którymi wybieramy się do neurologa. Pediatra i fizjoterpauta mówili, że po tak ciężkim porodzie może tak być i że dziecko to potrzbuje dużo więcej czułości i ciepła niż inne dzieci. Najprawdopodobniej przez cały okres jego dorastania będę drżeć o to czy nie wyjdą jakieś nieprawidłowości. Póki co na wszystkich badaniach wychodzi, że rozwija się prawidłowo, ale jestem niemal pewna, że często śni mu się od nowa ten cały koszmar...

czytaj więcej »

Rocznik '89
Fizjoterapeutka/Masażystka

W rolach głównych:
Mąż Martin
Synek Mimi
Kalendarzyk ciąży:

  • Michał
  • 13 września 2013 - Test ciążowy pokazał dwie kreski.
  • 13 grudnia 2013 - Pierwsze wyczuwalne ruchy dziecka (17 tc.)
  • 15 stycznia 2014 - Dowiedzieliśmy się, że to chłopiec!
  • 30 maja 2014 - urodził się Michaś

  • Drugie dziecko
  • 26 kwietnia 2016 - Test ciążowy pokazał dwie kreski
Własna strona www za darmo - sprawdź