„Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki.”

Wyszukiwanie frazy "meble"

Mamy mieszkanie! A ja chora...

2014-02-22 12:57:19

Znowu jestem chora. Przedwczoraj bolała mnie nieziemsko głowa, a wczoraj zaczęło gardło. Myślałam, że jak szybko zareaguje to może choroba się nie rozwinie, ale niestety... dziś totalnie mnie rozłożyło. Gardło boli mnie tak bardzo, że nawet w nocy wstaję, żeby je sobie przepłukać szałwią - to pomaga na jakąś godzinę, dwie. I potem znów tłukę się i mimo, że to już trzeci raz, jak w ciąży jestem chora - nadal czasem nie wiem co robić. Piję jeszcze syrop Prenalen i zmuszam się do jedzenia i picia, żeby dziecka samym czosnkiem nie faszerować. Chyba nikt z nas nie chciałby pływać w ciepłym baseniku smakującym i śmierdzącym czosnkiem. :P  Gardło o dziwo nie wygląda źle - jest tylko lekko zaczerwienione, a ja dałabym sobie w nocy rękę uciąć, że to jakaś straszna angina, ale nic na to nie wskazuje. I oczywiście jak to w życiu bywa - choruje się w weekendy, gdzie znaleźć lekarza graniczy z cudem. Mam nadzieję, że szybko stanę na nogi - tym bardziej, że choroba przebiega bezgorączkowo. 

 

Bałagan w pokoju mamy nie z tej ziemi - jestem totalnie chora, a mąż ciągle pracuje. Jutro ma wolne to może trochę tu ogarnie. Samochód mamy w naprawie i nawet do apteki musiał wczoraj lecieć 2 km. Nie chciałam zostać w domu sama bez paracetamolu w razie gorączki. 


A teraz dobre wiadomości - odebraliśmy wczoraj klucze do mieszkania! :)

I tym bardziej muszę stanąć szybko na nogi, bo mam do załatwienia tysiące spraw takich jak spółdzielnie, elektrownie i inne rzeczy, których kompletnie nie rozumiem. O dziwo poprzednia właścicielka zadzwoniła dziś, że może wszędzie ze mną pójść i mi pomóc. Trochę mi z tym dziwnie... Wydaje mi się, że sama sobie poradzę. Zawsze wszystko załatwiałam sama, ale zobaczymy. Może akurat skorzystam z takiej pomocy.

 

Bardzo chciałabym się tam już wprowadzić :D

Ale ciągle jeszcze myślimy czy będziemy remontować łazienkę i kuchnię czy nie. Jeśli tak to moje wprowadzenie się tam trochę się przesunie w czasie, bo jako alergiczka unikam wszelkiego brudu, pyłu, kleju i świeżej farby. Nie wiem też czy będzie łatwo znaleźć robotników tak na hurra na już, a czekać długo nie chcę. Z resztą mieszkanie jest w naprawdę dobrym stanie. Jest odświeżone, tylko nie do końca pasują nam kafelki łazienkowe. W ogóle łazienka jest w raczej starym stylu trochę :P ale da się to przeżyć.

 

W pokoju dzięcięcym chyba odpuszczę malowanie ścian, a kupię różne dekoracje które można przymocować/przykleić do ścian. W ten sposób też jest to właściwie pokój gotowy do meblowania :) A naklejki takie są przesłodkie :) 

 

Mamy też spory problem z mężem w jakim stylu chcemy mieć meble... Wszystkie nowoczesne meble nie przemawiają do mnie... Wydaje mi się, że taki wystrój przypomina wnętrze przychodni, albo poczekalni banku. Z drugiej też strony meble w bardzo starym stylu też są okropne. Musimy znaleźć jakiś złoty środek. Przede wszystkim muszę wyzdrowieć i wtedy trochę pochodzimy po sklepach. Na razie mogę oglądać mebelki w internecie ;)

 

W zasadzie najbardziej zawsze lubiłam oglądać meble używane ;p oczywiście mój mąż nienawidzi wszystkiego co używane, więc nie wiem czy by to przeszło, ale można tam znaleźć takie perełki, że o jej. Sama na pewno będę się rozbijać i po takich sklepach ;) 

czytaj więcej »

Jeszcze tylko kilka tygodni...

2014-03-27 09:13:22

Ostatnich kilka dni bardzo przeżywałam, że dziecko mam ułożone poprzecznie, Byłam tego pewna. Ba, dalej myślę, że tak było! A wszystko zmieniło się wczoraj przed wizytą u lekarza. Jakby mały gamoń wiedział, że u lekarza ma być grzeczny i ładnie odwrócił się jak natura nakazała głową do dołu. W końcu! Już zaczęłam się psychicznie nastawiać na cesarkę, ale póki co nie ma do tego wskazań ;)

Lekarz mówił, że Michaś leży główką do dołu i, że tak już zostanie do porodu. 

 

Jeśli chodzi o mnie - nogi bolą mnie tak strasznie, że mam ochotę je sobie odrąbać. Przez jedną noc nie raz po kilka skurczów łydek mnie łapie, co jest bolesne jak diabli, a sama przez to już nawet boję się kłaść spać, albo wstaję jak najwcześniej bo skurcze zwykle łapią mnie nad ranem. Lekarz przepisał mi jeszcze więcej magnezu i witaminy b6 niż miałam - ale coraz mniej wierzę, że da to cokolwiek.

Kopnięcia dziecka niestety też przestały być muśnięciami motyla i na prawdę potrafi mocno mi przywalić - nie wierzyłam wcześniej, że na prawdę do tego dojdzie. Na dodatek jest strasznie ruchliwy i jedyna pozycja w której pozwala mi spać to na lewym boku - rano nie dość, że bolą mnie nogi to i żebra strasznie od spania na jednym boku. Kiedy tylko kładę się na prawym boku - okłada mnie tak, że nie mogę zasnąć. Widocznie w czymś mu to przeszkadza.

 

Nie dam rady tak jeszcze siedem tygodni. To dziecko i ta ciąża mnie wykończy. Ludzie mówią, żeby się wyspać przed porodem a ja w ogóle nie mogę z tą małą paskudą spać. Coraz częściej mam nadzieję, że urodzi się tak ze 3 tygodnie wcześniej.... To w zasadzie żaden wcześniak a chociaż nogi przestałyby mnie boleć. Oczywiście mężowi taki pomysł w ogóle się nie podoba, bo wtedy Michał byłby astrologicznym Baranem, a on się na Byka nastawił, ale niewiele mnie to obchodzi. Jak sam kiedyś zajdzie w ciąże to może same Byki rodzić - nie mam nic przeciwko ;)

 

Zamówiliśmy w końcu meble kuchenne. 6 tygodni oczekiwania, więc może nawet Michaś już będzie ;) Ale co na to poradzę? Nie wydaje mi się, żeby zaraz po porodzie powiedział nam "Nie jadę z wami do mieszkania, bo nie macie mebli kuchennych" ;p Z resztą po zapoznaniu się ze wzmożoną żółtaczką i czynnikami ją wywołującymi nastawiam się nie na trzy dni spędzone w szpitalu po porodzie, a co najmniej siedem (ze względu na konflikt serologiczny oraz konflikt głównych grup krwi), więc może mieszkanie w tym czasie zostanie ogarnięte.

Poza tym pierwszego kwietnia przyjadą szafy - czekam na to jak na zbawienie. Wszędzie są porozwalane ciuchy - tragedia. 

W kuchni póki co mamy lodówkę, kawałek szafki z ladą i kuchenkę gazową. Do tego kupiliśmy ładny zestaw ogrodowy, żeby mieć przy czym jeść a potem pójdzie na balkon.

Ile kuchnia mnie kosztowała nawet nie chcę mówić. Kuchnia jest mała jak diabli a z tym całym sprzętem agd, z robotnikami i z meblami to było tak drogie, że szok.

 

Musimy jeszcze wybrać stół i krzesła i meble salonowe - co wcale nie jest łatwe, bo ciągle mierzę co tam się jeszcze zmieści... I albo kupimy jakąś komodę albo witrynę stojącą, plus dwie półki na ścianę i to chyba wszystko. Telewizor chce zrobić na płycie kartonowo gipsowej, ale kiedy to będzie? To nie mam pojęcia, bo nie wiem ile pieniedzy nam zostało...

 

I chyba znaleźliśmy wózek! Całkiem przypadkiem weszliśmy do jednego sklepu i wszystkimi po kolei wózkami najpierw bujałam, a jak się ładnie bujał to jeździłam nimi po sklepie i wybraliśmy jeden, który niesamowicie dobrze się prowadzi, ma dużą gondolę i świetną siatkę pod wózkiem na zakupy. Po powrocie do domu poczytałam o nim trochę opinii i zwykle są bardzo dobre. Poza tym, że ludzie narzekają, że wózek dość szybko zaczyna skrzypieć... ale tak to już chyba musi być jak chcę, żeby wózek się bujał, poza tym mam nadzieję, że może wystaczy go czymś nasmarować i będzie dobrze. Jeśli chodzi o materiały z jakich jest wykonany to tkanina wydaje się być trochę... badziewna. Ale za takie pieniądze może to wystarczy, bo wózek kosztuje tylko 1400 zł. Z resztą mąż mówi, że mu się materiał podoba, więc może tylko ja wymyślam? Poniżej wstawiam zdjęcie tego wózka. W rzeczywistości wygląda trochę ładniej;) Wózek jest firmy Baby Design, model Lupo

 

czytaj więcej »
Rocznik '89
Fizjoterapeutka/Masażystka

W rolach głównych:
Mąż Martin
Synek Mimi
Kalendarzyk ciąży:

  • Michał
  • 13 września 2013 - Test ciążowy pokazał dwie kreski.
  • 13 grudnia 2013 - Pierwsze wyczuwalne ruchy dziecka (17 tc.)
  • 15 stycznia 2014 - Dowiedzieliśmy się, że to chłopiec!
  • 30 maja 2014 - urodził się Michaś

  • Drugie dziecko
  • 26 kwietnia 2016 - Test ciążowy pokazał dwie kreski
Własna strona www za darmo - sprawdź